Google chce wrócić do Chin

Przemysław Kocięcki
Google chce wrócić do Chin

Dla mieszkańców większości krajów zachodnich, cenzura internetu jest czymś całkowicie abstrakcyjnym. Nie potrafimy wyobrazić sobie, że rząd byłby zdolny do blokowania wybranych serwisów na masową skalę - przecież jest Tor, są VPNy, nie da się ocenzurować internetu.

A jednak rząd Chin pokazuje, że się da. Chiński internet stoi za tzw. Wielkim Firewallem (Great Firewall), co jest żartobliwym nawiązaniem do Wielkiego Muru, z którego słyną Chiny. Chińczycy mają zablokowany dostęp do serwisów takich jak Twitter, Instagram, Soundcloud, YouTube, a nawet Wikipedia. Blokowane są także strony reklamujące VPN i same VPNy.

Na liście blokowanych serwisów znajduje się również Google. W 2010 Google wycofał się z Chin, ponieważ zostało mu postawione ultimatum. Przeglądarka miała zostać ocenzurowana, ale Google się nie zgodziło i wolało opuścić rynek.

Po kilku latach wygląda na to, że Google się złamało i jednak ma zamiar wrócić do Chin. W tym celu przygotowuje ocenzurowaną wersję swojej przeglądarki - Dragonfly (ang. ważka). Szukajka zgodnie z wymaganiami rządu filtrowałaby wyniki związane między innymi z prawami człowieka, demokracją, czy religią; cenzura obejmowałaby wszystkie wyniki - adresy stron, zdjęcia, filmy, dokumenty.

Sytuacja wydaje się niebezpieczna dla reszty świata, ponieważ pokazuje, że gdy chodzi o duże pieniądze, wielkie korporacje idą ramię w ramię z rządami - nawet tymi ograniczającymi swobody obywatelskie. Dragonfly może być znakiem dla rządów innych krajów, że jest przyzwolenie korporacji na cenzurę niewygodnych treści - to symboliczne zwycięstwo cenzury; zwycięstwo chińskiego reżimu.

urlop

Blog Comments powered by Disqus.